To były najgorsze urodziny Młodej ever.
Wystrojona i wyczesana pojechała z kolorowym tortem pod pachą do szkoły by tam świętować a zamiast świętowania było atakowanie przez cały dzień. Osiem ataków. Się ubawiła dziewczyna.
Właściwie nie ma o czym pisać, więc może parę zdjęć...
Fryz
Lans
Tort przed
Tort w trakcie
Jubilatka
Tylko, że nie wzięłam pod uwagę działkowego zacięcia Danuty (oraz jej nieznośnego wręcz perfekcjonizmu), która jak wiadomo w tym roku nie miała szansy dopieścić rabatek... A my, dla odmiany pozbawieni owego zacięcia oraz bardzo ograniczeni czasowo, skosiliśmy tylko trawę ze dwa tygodnie temu...
Słowem - Danuta wpadła w histerię. Najpierw odmówiła spaceru po obejściu co już było bardzo złym sygnałem, po czym na wysokich tonach z pretensją wyrzuciła z siebie, że ona by na taką działkę gości nie zaprosiła.
I już miałam dość tej całej imprezki.
Nie spałyśmy z Młodą od środy a w sobotę o 7.20 rano rozhisteryzowana babcia zerwała nas z łóżka do pielenia. Nie wiedziałam, czy mam się brać za motykę czy mieszać w garnkach, czy może najlepiej byłoby spakować się i od razu wrócić do domu. No niestety nie jestem w stanie wytłumaczyć własnej matce, że trawa i chwasty nie są najważniejszą sprawą na świecie w obliczu jej i jej wnuczki stanu zdrowia (tudzież mojego stanu psychicznego). I że wszyscy to doskonale rozumieją. A w ogóle to nikt poza nią samą nawet nie zauważy że coś jest nie halo. Ot działka, zieleń, może trochę mniej ujarzmiona niż zwykle...
Ostatecznie ze świeczkami w oczach jakoś zdążyłam popielić i ugotować, a Ojciec skosił hektar trawy. Złoty człowiek. Ja bym nie dała rady z taką teściową.
Goście przyjechali, Danuta się nie wstydziła, pojedlim, pogadalim, popilim. Szczególnie ja - gdybym nie chlapnęła jakiegoś głębszego usnęłabym przy stole.
A Młoda się trzęsła przez cały dzień i czuła się źle.
I znowu się zastanawiałam przez cały weekend - dla kogo ja to robię? Bo z pewnością nie dla Agnieszki, którą musiałam zostawić samą sobie i dolatywać do niej z doskoku żeby dać jeść czy pić. I zaraz wracać w chwasty lub do garów. Toć to nienormalne jest i nie omieszkałam tego wykrzyczeć tupiąc nóżkami z bezsilności. W końcu po kimś mam te skłonności do histerii, prawda.
Dlaczego i po co zostawiam Młodą w takim stanie (a nawet gdyby czuła się dobrze to nie zmienia postaci rzeczy) żeby zapieprzać przy jakichś chwastach? Albo gotować jakieś bzdurne posiłki dla gości, którzy i tak skubną cokolwiek ale przecież trzeba stół zastawić bo "jeszcze sobie pomyślą". No właśnie - co sobie pomyślą? Że jestem kiepską gospodynią? No jestem i co z tego? Mam to w dupie. Że zapraszamy a wyżerka cienka?
I tu pojawia się pytanie - po co zapraszamy? Komu sprawiamy przyjemność taką imprezką? Z całą pewnością mogę rzec - nie Młodej. Młoda wolałaby pohuśtać się ze mną na hamaku i poczytać książkę.
Jednakowoż ciotko-wujki o imprezkę się dopominają i nie dlatego, że jest taki fajny jubel. Mam niejasne wrażenie, że czują się w obowiązku stworzyć pozory normalności. Przyjechać z kwiatami i prezentami, złożyć życzenia, zaśpiewać "Sto lat", zrobić sobie zdjęcie z Jubilatką oraz skomplementować outfit. A że przy tym troszkę nieswojo się czują bo Młoda jak to Młoda - nawet jak ma niezły dzień nie zachowuje się tak jakby tego od niej oczekiwano a jak ma dzień z trzęsiawką to można się jej nieźle wystraszyć?
Dlatego ja doceniam starania ale są one zupełnie niepotrzebne bo my normalni nie jesteśmy i już nigdy nie będziemy. Tylko jak im to wszystko wytłumaczyć? Nie czuję się na siłach.
Ostatni raz wyprawiłam urodziny. W tym roku spróbowałam opcji "działka" i wydawało mi się, że to dobry pomysł. Bo przestrzeń, bo świeże powietrze, bo swobodnie można się ruszyć od stołu i pospacerować. Niestety nie przewidziałam (taka stara a głupia) a powinnam znając swoją matkę, że jeśli Banderoza nie jest w stanie idealnym to gości się na nią nie zaprasza...
W przyszłym roku, jeśli doczekamy, na osiemnastkę jedziemy na Seszele i przyjmujemy życzenia przez telefon.
A w tym, skoro już urodziny się odbyły to jedziemy do naszego Osieka i jeszcze chyba nigdy tak bardzo nie potrzebowałam tego wyjazdu jak tym razem. Rok był bardzo ciężki - szpitale, mama a na dodatek Ojciec dwa tygodnie temu miał wypadek na rowerze i jest wyłączony z fizycznej opieki nad Młodą. Ale to już kolejna, długa i frustrująca historia z naszą wspaniałą służbą zdrowia w tle. Może następnym razem...
O matko... Ściskam urodzinowo, majac nadzieję że tym razem komentarz się pojawi. Tort piękny, jubilatka jeszcze piękniejsza.
OdpowiedzUsuńPierdziel chwasty, ukryjcie się w hamaku i bądźcie razem. :)
Dorcia.
OdpowiedzUsuńSeszele albo inne Karaiby.
Albo nawet Kozia Wólka - byle bez nijakich zobowiązań.
A Danuta - sorry - nie taka znów błogosławiona, jak to widzisz.
Ściskam, całuję, pozdrawiam, błogosławię życząc dużo sił.
I spokoju.
I odpoczynku.
I Zdrowaśkę puszczam w Waszym kierunku.
:***
Ej, Dorota :) Trzym się a urodzin to Ty naprawdę już nie wyprawiaj, lepiej na te Szeszele albo do Poznania, albo gdzieś tam... Jakby co, to Poznań zawsze otworem stoi, a i chwastów u nas sporo, więc... No wiem, głupi żart :D Całusy dla Was wszystkich :D
OdpowiedzUsuńRozbiegane...
oj ściskam Wa urodzinowo :) Chrzań przyjęcia, miej w dupie wszystko i wyjeżdżaj z Agą w siną dal :)
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego dla Agnieszki! Nic, tylko duzo spokoju, sily i wytrzymalosci Panstwu wszystkim zyczyc. I oby te ataki sie jak najszybciej uspokoily. Pozdrawiam serdecznie cala Rodzine!
OdpowiedzUsuńśliczny tort
OdpowiedzUsuńi nie że w środku,
dekoracja na górze - GENIALNA!
wszystkiego najlepszego nastolatce (i Wam)
Pomysł z urodzinami na wyjazdowo też mi w głowie zasiadł i się panoszy, z tym, że już 18 za nami (ufff) i nikt się czepiał nie będzie:)
OdpowiedzUsuńNajlepiej byłoby chwasty itp olać na maxa (wiem, wiem Mamusia parła z siłą prasy hydraulicznej i (przecież też bidulka chora, kto jej odmówi? Jedyna córka;P??), a gościom zapodać TYPOWEGO DLA DZIAŁKI grilla (kiełbaski, pomidorki, chlebek) plus coś do picia i niech nie marudzą;)
Tort wspaniały (i też mam głównie na myśli warstwę wierzchnią)!!
Miłego odpoczynku wakacyjnego i niech te choróbska się od Was odchromolą!!!!
jakże to wszystko rozumiem...... tak nam się skłda ze nie mamy miesiąca bez imprez i czasem myśli mnie nachodzą a po co to ??
OdpowiedzUsuńw Waszym przypadku jest jeszcze trudniej , te pozory normalności...... ech