środa, 6 maja 2015

jest data

14 września. Wytargowana data mojej operacji. Jestem zapisana, mam odpowiednie skierowania, wystarczy tylko jakoś dożyć i potem już będzie z górki :)

To była moja druga w życiu konsultacja profesorska. Pierwsza, w październiku 2009 (aż sprawdziłam ile się już bujam z tym problemem), tak samo krótka, tak samo gwiazdorska. Człowiek czeka nie wiadomo na co, w napięciu, toć przesz będzie kontakt z samym profesorem, a tu trzy minuty i po wszystkiemu.
Ale na te trzy minuty trzeba czekać trzy miesiące a potem trzy godziny w poczekalni bo - jak z namaszczeniem informuje asystentka - profesor operuje. 

Dobrze, że owa asystentka wcześniej zebrała wywiad to była jakaś rozrywka, c'nie. Człowiek się ruszył z krzesełka przed drzwiami, uruchomił głowę, jakieś fakty musiał pokojarzyć, coś powiedział o trudnej sytuacji ale bez nadziei na zrozumienie problemu. I tak też się stało - asystentka lekarką również będąca, na mój wywód o terminie operacji uzależnionym od zaopiekowania niepełnosprawnej panny rzekła z głupia frant - a nie można dziecka wysłać na wczasy?
Ja to jednak durna jestem... Rajt! Wczasy! Eureka!

A wracając do operacji to kiedy są wolne terminy? W lipcu? A to jak w lipcu to ja poproszę we wrześniu.
Ale skąd pani może wiedzieć co będzie we wrześniu? Czy uda się pani zgłosić do szpitala?
A co za różnica w lipcu czy we wrześniu? Ja wiem co się MOŻE dziać w tym... no dobra, może w przyszłym tygodniu ale w lipcu? To tak samo jak we wrześniu, grudniu czy za rok.

I tak sobie w tym tonie pogadałam z panią doktor. Potem posiedziałam znowu godzinkę w poczekalni a potem zobaczyłam jak sunie PROFESOR. W zielonym wdzianku operatora, nawet troszkę uwalanym brunatną cieczą że tak powiem, sunął chwiejąc się niczem Religa po pierwszym przeszczepie serca! Słowo, takie miałam skojarzenia i całkiem poważne obawy, że on się tu nam zaraz biduś przewróci! Nie wiem ile czasu spędził przy stole operacyjnym ale musiał być wykończony albo w ten obrazowy sposób usprawiedliwiał swoje dwugodzinne spóźnienie.
Wszedł do gabinetu i zgasił światło. Pomyślałam - po wszystkiemu, pewnie musi się zdrzemnąć zanim przyjmie ten lekko już rozhisteryzowany tłumek bab. W tym mnie. 
Była godzina 12 w południe a ja zaczynałam się zastanawiać czy zdążę wrócić do domu przed Młodą.

Ale nie! Zaczęło się dziać i to w niebagatelnym tempie. Po ciemku. Profesor z zamkniętymi oczami, głowa schylona, dłonie złączone na podołku, słuchał jak jego asystentka referowała mój przypadek w klimatycznym świetle monitora. Pięć zdań, pani się kładzie, cyk, operacja, wszystko jasne? Do widzenia.

Ojacie.
To robi wrażenie. 
Jestem bogiem, uświadom to sobie. 

Ja wiem, że facet pracował dekady żeby tym bogiem być. Zatyrał sobie na to żeby odstawiać taką szopkę ale... Czy oni naprawdę muszą karmić ten swój autorytet w ten sposób? Brakiem elementarnej organizacji, brakiem szacunku dla pacjenta? Bo pacjent zniesie wszystko bo nie ma wyjścia?
W Stanach podobno jak pacjent wchodzi do gabinetu to lekarz wstaje. Wstaje i podaje mu rękę jak zwykły, normalny, dobrze wychowany człowiek. I do takiego lekarza miałabym większy szacunek niż do profesora, który nie zamienił ze mną słowa (bo asystentka referowała), nie zapytał jak się czuję bo był zajęty głównie własną wielkością. 

Ale cóż, nic nowego prawda?



34 komentarze :

  1. Przeczytalam. Zabulgotalo we mnie. Wiele lat temu tez bylam na konsultacji u profesora. Pacjenci ustawieni w szpaler. A ten sunie jak papiez otoczony asystentami, tu przystanie, tam reke polozy, tam laskawie o zdrowie zapyta, tam na kregoslup z daleka spojrzy, glowa pokiwa nad przypadkiem. Asystenci merdaja ogonkami, pacjentow przesuwaja, bo miejsca dla calej swity za malo. A gdyby tego bylo malo to przed tym cyrkiem bez zenady nakazano 'czas profesora jest bardzo cenny, do profesora prosze sie nie odzywac, nie zatrzymywac, pytan nie zadawac'.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie ten sam klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja to wam powiem ze sie beczeć chce nad Polska służba zdrowia trzeba sie modlić o konskie zdrowie zeby moc chorować zeby tak chciał to choć jeden profesor przeczytać 😄

    OdpowiedzUsuń
  4. No to brawo :D Cud i zaszczyt Cię spotkał, a Ty co ? He ? :D Ukłoniłaś się chociaż do ziemi przed Panem Bogiem ?
    Ej, Dorota :)
    To ja... Rozbiegane :D

    OdpowiedzUsuń
  5. W Anglii też lekarz wstaje, jak nowy to się przedstawia. Jak pacjentowi pielęgniarka badała ciśnienie w swoim gabinecie i okazało się ono wysokie, to lekarz truchcikiem wybiegł ze swego gabinetu i poleciał do tegoż pacjenta, a nie, jak w Polsce, gdzie moją mamę (84 lata) lekarz wysłał z piętra na parter do apteki, żeby se tabletkę kupiła, bo ciśnienie mocno wysokie było (toż mogła na tych schodach wylewu dostać, albo i ducha wyzionąć!!!). Nienawidzę polskiej służby zdrowia. Kupa chamstwa i tumiwisizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kazdym kraju sa rozne sytuacje. Lekarze lepsi i gorsi. Pielegniarki lepsze i gorsze. Nigdzie nie jest idealnie. Od 11 lat mieszkam i pracuje zawodowo w UK, i zarowno tu jak i w Polsce mialabym przyjemnosc byc przyjmowana przez profesorow i pielegniarki ktorzy wstawali, pytali, podawali reke i byli do rany przyloz, jak i takich ktorzy mieli mnie w doopie, ze tak sie brzydko wyraze. A dodam, ze ciezko choruje i lezalam zarowno na oddziale w UK i w Polsce, to samo z dziennymi konsultacjami. Nie ma reguly co do chamstwa, moze byc niestey wszedzie.

      Usuń
    2. Jestem wrogiem wszelkich uogólnień i wszystko się we mnie burzy kiedy słyszę narzekania na Polaków, a to że nie potrafią się zachować, a to że złośliwi, zazdrośni, chamscy, chleją wódę i słoma z butów. Bo uważam, że każdy naród ma swoje wady i zalety i niczym szczególnym się od innych nie różnimy.
      Zachowanie białych fartuchów to nie jest kwestia ludzi moim zdaniem, to kwestia systemu i starych przyzwyczajeń.
      Ponad 17 lat niestety mam do czynienia ze służbą zdrowia bo od samiutkiego początku ciąży. Nie istnieję bez nich, muszę im wierzyć, muszę się z nimi regularnie spotykać i polegać na ich opiniach. I z przykrością stwierdzam, że bilans jest żałosny... Na palcach jednej ręki mogę policzyć tych lekarzy, którzy zachowali się wobec nas naprawdę po ludzku a na palcach drugiej ręki personel pielęgniarski. I chyba jeszcze będzie czym komentarz doklikać.

      Usuń
    3. Anonimowy, może ja jednak mniej w Anglii korzystałam z opieki lekarskiej, niż korzystam w Polsce, bo tam byłam krócej, tylko 5 lat. Leżałam u nich też w szpitalu, do którego dowieziona byłam karetką (zator płuc). I obsada karetki i przyjmujący do szpitala i już obsługa oddziału - nie mogę im zarzucić nic. A już najbardziej mnie ujęli tym, że o północy, kiedy byłam przyjmowana na oddział, pielęgniarka zaproponowała mi ... herbatę i tosta!!! Z herbaty chętnie skorzystałam :) Później, kiedy musiałam często chodzić na kontrolę gęstości krwi i brać leki, kiedy zdarzyło mi się nie przyjść na wyznaczoną wizytę - dzwonili! Żebym przyszła. W Polsce mają w doopskach, czy pacjent przyjdzie, czy nie, nikt nigdy nie zadzwonił. W Anglii sprawdzano mi systematycznie krew, robiono wyniki, także w związku z cukrzycą. Sprawdzano mi systematycznie stopy pod kątem neuropatii!!! W Polsce ani jeden lekarz nawet się o tym nie zająknął. A neurolog na moje słowa, że mam neuropatię stóp, stwierdził, że on takiego rozpoznania nie wpisze, bo to za wcześnie na neuropatię od wykrycia cukrzycy (sic!). I nie wpisał. A neuropatię mam i zatruwa mi ona życie. Nie leczą też jej w żaden sposób. Czuję się bezradna, nie umiem sobie radzić z polską wredną "służbą" zdrowia. I jak słyszę, że ktoś pieprzy, że w Anglii jest też zła służba zdrowia, to sobie myślę, że w doopie mu się przewraca. Niech się leczy w Polsce, to dopiero zazna piekła za życia.

      Usuń
    4. Nie, no nie mogę przestać o tym myśleć. W polskim szpitalu syn z pocharataną ręką leżał cały czas w tej samej, zakrwawionej pościeli. Nie zmienili jej przez prawie tydzień ani razu! W Anglii zmieniali pościel WSZYSTKIM codziennie, nieważne że wyglądała na czystą. Jedzenie w polskich szpitalach woła o pomstę do nieba, jest straszne. W angielskich dostaje się menu i można wybrać z dwóch zestawów. Jedzenie jest smaczne i wystarczające. A moja ciocia (świętej pamięci), pamiętam, jak dostała na obiad 3 sztywne, zimne, twarde pierogi! Mogłabym pisać i pisać o tym. Ale postaram się nie. Bo jaki to ma sens. Niestety, moje doświadczenie, MOJE SUBIEKTYWNE, jest takie, że w Anglii służba zdrowia jest absolutnie doskonała, a w Polsce jest prze**ana. I nic to, że uogólniam. Bo tak to widzę właśnie.

      Usuń
    5. Oczywiscie, Pani doswiadczenia sa straszne - ja nie twierdze inaczej. Ale sa one subiektywne. Ja tu nie bede sie przekrzykiwac, ani wymieniac ile to razy mialam zle i dobre doswiadczenia w kazdym z tych krajow, bo nie jestem zainteresowana takim konkursem, za chora jestem i nie mam ochoty sily tracic na przerzikiwanie sie. Dodam tylko, ze z Wielkiej Brytanii zjezdzam do Polski pod koniec tego roku, wlasnie ze wzgledu na sluzbe zdrowia - w Polsce mam lepsza, niz tu. No ale Pani uwaza ze - jak to Pani napisala - w doopie tacy jak ja maja poprzewracane. No to super. Widocznie mam, i czekam na 'zaznanie piekla na ziemi' jak to Pani obrazowo ujela ;)

      Usuń
    6. Drogie Panie, proszę.... :)
      Każda ma inne doświadczenia i należy się raczej cieszyć, że nie każdy ma takie złe. Jest jakaś nadzieja :)
      Wymieniłyśmy zdania, możemy również podyskutować ale nie obrażajmy się nawzajem bo nikt się tu do mnie już nie odezwie a ja lubię z ludźmi gadać :)

      Usuń
    7. Nie wydawało mi się, że kogoś obrażam. A że nie pisałam słodko pierdząco? Sorry, ale nie chciało mi się, bo temat poważny. Anonimową chętnie poczytałabym za parę lat, ciekawe, jakie wtedy będzie miała zdanie na temat leczenia w Polsce. Byle szczerze relacjonowała. Mogę się, oczywiście, mylić (rzadko się mylę), ale jeśli Anonimowa nie ma znajomości, nie zamierza się leczyć tylko w najlepszych prywatnych klinikach i nie jest otoczona rodziną z lekarzami o różnych specjalnościach, to doprawdy ogromne będzie jej rozczarowanie w zetknięciu z polską służbą zdrowia. No, ale co kto lubi, o gustach się nie dyskutuje, więc i ja już przestaję :)

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. HAHAHAHA!! "rzadko sie myle" - no po prostu tekst roku!! Ego widze ze masz piekne! Rozsmieszylas mnie za co dziekuje, bo dawno niczyje 'madrosci' az tak mnie nie rozmieszyly jak Twoje :D A jak wiemy, smiech jest bezcenny :D A tak poza tym, to od wielu lat lecze sie w Polsce, i specjalnie przylatuje z Wielkiej Brytanii na leczenie. Znajomosci nie mam, rodziny lekarzy tez nie, nie lecze sie prywatnie tylko normalnie na NFZ. Takze wyciagnij sobie wnioski (jesli w ogole potrafisz, w co watpie - jesli nie to podpowiadam: nie jestem rozczarowana polska sluzba zdrowia). A Tobie radze wracac do UK, jak Ci tu tak zle - granica otwarte, wiec zamiast narzekac i jeczec, to zapraszamy do UK. Ale Ty jestes pewnie z tych, co lubia sie awanturowac i narzekac, i nic z tym nie robic. I w sumie - jak sama mowisz, "co kto lubi", wiec milego narzekania zycze ;)

      Usuń
    10. Za życzenia dziękuję i niech Tobie spełni się to, czego mi życzysz. Fajnie, że ktoś jednak ceni i docenia polską służbę zdrowia. Wielu Polaków leczy się w Polsce, z dwóch przyczyn głównie: oszczędności i nieznajomości języka kraju, w którym żyją. Do Anglii wróciłabym choćby dziś, gdybym mogła. Nie mogę. Polska jest moim krajem ojczystym i jestem z nią związana, co nie znaczy, że nie widzę minusów. Masz rację, śmiech jest bezcenny, zawsze mnie cieszy kiedy ludzie się śmieją. Są wtedy mniej okrutni, a i ich głupota mniej jest rażąca. Zdrówka życzę :)

      Usuń
    11. Mialas juz przestac dyskutowac! Trzymaj sie danego slowa, to jest wazna cecha ludzka. Raz jeszcze milego narzekania zycze!

      Usuń
    12. A co do oszczednosci i nieznajomosci jezyka kraju w ktorym zyje - to znowu mnie rozsmieszylas :D Rzeczywiscie bardzo oszczedne i wygodne jest comiesieczne przylatywanie na leczenie z kraju, gdzie sluzba zdrowia jest darmowa tak samo jak w Polsce :D

      Usuń
    13. Masz rację, aż mi wstyd, że nadal z tobą dyskutuję, bo akurat z tobą nie warto.
      PS Rozumiem, że przylatujesz na leczenie psychiatryczne, to by wszystko wyjaśniało.

      Usuń
    14. HAHAHA dobra jestes babo, nie ma co :D A idz ponarzekaj sobie ze pierogami nie mozesz sie poobzerac (tak, zobaczylam twoj piekny blog i sie usmialam do lez nad twoimi "problemami"). Idz ponarzekaj nad problemami pierwszego swiata, rzeczywiscie to straszna sytuacja musi byc jak nie da wiecej obzerac jak dzika swinia :D

      Usuń
    15. A psychiatrycznie to ja lecze takich jak ty - rzeczywiscie jest to strata czasu, ale co zrobic taki zawod :D

      Usuń
  6. Młodą do Tunezji czy na Cypr posyłasz ;) ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam takiego lekarza rodzinnego. Trzymam sie Go jak rzep. Nawet teraz, kiedy tylko platne wizyty wchodza w gre.To jest czlowiek otwierajacy drzwi, podajacy reke, witajacy sie z usmiechem. Sluchajacy uwaznie, nie odbierajacy wibrujacego telefonu, pytajacy o szczegoly. Wtracajacy czasem cos o ksiazce, ktora ostatnio czytal, pytajacy, czy ja cos polece. Wystawiajacy recepty, skierowania, pytajacy o pasujacy termin, konsultujacy sie gdy ma problem z diagnoza... I nie przy okazji ma wiedze... Aaaaa, jedno ale. Nie jest profesorem :)

    A Mloda moze do Disneylandu? Zesz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam takiego rodzinnego i też trzymać się jej będę mimo, że oferta badań na NFZ w tej przychodni jest skromna. Bez niej szczególnie w ostatnim roku zginęłybyśmy marnie.

      Disneyland? Ciotka! Ja mam już prawie 17 lat! ;) Pozostaję przy leżaczku nad basenem na Majorce no chyba że w Disneylandzie można spotkać Kolorowych Popaprańców :))))

      Usuń
    2. A idź :P Załamałaś mnie teraz :P Jak to 17 lat? :P Zaczęłam Was czytać jak Aga miała bodajże 4 lata. Buuuuuuuuuuuuuuuuuuu
      Ale jak lezaczek, to ja proponuje Floryde, Clearwater :) Cudnej urody biale piaski ;) Szerokie plaze! Nawet jak jest tlum, to go nie ma :) i jest sciezka drewniana (jak sie po polszemu mowi boardwalk?!) do jezdzenia, biegania :)

      Usuń
    3. Pomost?
      Jakoś do Stanów mnie nie ciągnie ale ta drewniana ścieżka do biegania... Przemyślimy sprawę :)

      Usuń
  8. Bardzo przepraszam, MOA, nie mogłam się powstrzymać, a powinnam była. Wybacz mi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat trafilam prosto ze Stanow:))) to moze dygne na powitanie i wyjasnie jak to jest.
    Rok temu zachorowalam na raka krwi, poniewaz nie mielismy pojecia co mi jest to trafilam do poleconego przez mojego doktora rodzinnego szpitala. Byl to szpital prywatny i calkiem dobry, lekarze jak najbardziej posiwecajacy choremu maksimum czasu nawet jak ten chory i tak nie wie o co biega:))) Tak bylo ze mna, bo przeciez ja nigdy w zyciu na nic nie chorowalam a tu nagle RAK wiec zadawalam setki pytan i wiekszosc nie calkiem madrych:)))
    Ale w tymze szpitalu i tak przytrafilo mi sie plakac z bezsilnosci na pielegniarke, noc byla, wiec moglam sobie spokojnie w poduszke posmarkac i poplakac.
    Dokladnie rok pozniej moj rak wrocil, bo ten typ akurat tak ma, ale tym razem juz nie wrocilam do tego szpitala tylko do Memorial Sloan Kettering Cancer Center, poniewaz mieszkam w NYC to dlaczego nie, tym bardziej ze jest to najlepsza klinika chorob raka na swiecie.
    I tu jest kolosalna roznica,
    Naprawde od sprzataczki az po same swiatowej slawy profesory i doktory wszyscy ale to wszyscy dbaja o komfort pacjenta. Podawanie reki jest na porzadku dziennym, nawet sobie nie wyobrazam inaczej, tak samo zreszta bylo w poprzednim szpitalu. Ale najczesciej sie zdarza, ze to pacjent siedzi a profesor stoi i odpowiada na pytania pacjenta. Tak mialam juz kilka razy. Moze to dlatego, ze najczesciej gabinety tych slaw to kilka pokoi, pielegniarka przyprowadza pacjenta (z osoba towarzyszaca jesli taka jest, w moim przypadku maz) do jednego z pokoi tam dokonuje pomiarow temperatury, cisnienia, ewentualnie pobiera krew do badania jesli jest taka potrzeba. Potem przychodzi asystent doktora, ktory uzupelnia wszelkie papiery i dokumenty o najnowsze zeznania pacjenta:))) I na koniec przychodzi osobistosc w postaci profesora, doktora, tudziez inna swiatowej slawy postac w towarzystwie osob, ktore juz poznalismy wczesniej.
    Osobistosc sie przedstawia, wita i na stojaco informuje pacjenta o tym co go ewentualnie czeka, po czym pyta czy pacjent ma jakies pytania. I nie ma pytan GLUPICH, kazde pytanie jest wazne i na kazde pytanie odpowiada OSOBISTOSC w sposob wyczerpujacy i nigdy nie mialam wrazenia, ze tym ludziom sie spieszy, chociaz wiem, ze przeciez w innych pokojach czekaja na nich inni pacjenci.
    Tak sie sklada, ze w ciagu ostatnich trzech miesiecy spedzilam wiecej czasu w MSKCC (klinika) niz w domu, za kazdym razem jak jestem wypisywana ze szpitala to nikomu nawet nie przyjdzie do glowy zeby gonic mojego meza na dol do apteki. Ale zawsze przychodzi ktos z apteki do lozka pacjenta celem sprawdzenia dokladnie raz jeszcze listy lekow i w ciagu pol godziny leki przybywaja do samego lozka:))) Oplata jest dokonywana pozniej jak przychodzi rachunek.
    Codzienna zmiana poscieli?
    W szpitalu to obowiazek i nie wyobrazam sobie zeby bylo inaczej, tak samo zmiana szpitalnego odzienia pacjenta, podobnie jak asystentki pielegniarek pytaja codziennie pacjentow czy potrzebuja pomocy zeby wziac prysznic, bo w zaleznosci od zabiegow pacjent nie zawsze moze byc moczony pod prysznicem. W takich przypadkach asystentka "myje" pacjenta na lozku.
    Dwie osoby na sali oddzielone kotara, czesto podwojna, kazdy pacjent ma do wlasnej dyspozycji osobisty telewizor, ktory z kolei jest tak sprytnie ustawiony, ze glos dobiega z pilota i nie przeszkadza osobie za kotara. Lazienka tylko do dyspozycji dwoch pacjentow, z ktorej nie wolno korzystac osobom odwiedzajacym.
    Maz, dorosle dziecko jesli chce zostac z pacjentem na noc dostaje posciel i rozkladany fotel.
    To chyba byloby na tyle:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wielką fanką serialu Greys Anatomy, wzdech... i myślałam, że to czysta fikcja a to jednak prawda. I na dodatek istnieje szpital, który ma w nazwie SLOAN... wzdech :))))

      Mam nadzieję, że pokonałaś swojego potwora i czujesz się doskonale.
      Pozdrawiamy! :)

      Usuń
    2. Potwora jeszcze nie pokonalam, czeka mnie w najblizszym czasie przeszczep komorek macierzystych. Moje wlasne komorki juz zebrali i maja je gdzies w lodowce:))) Przed przeszczepem czeka mnie bardzo silna chemia, ktora ma za zadanie zniszczyc wszystko co moj szpik kostny produkuje a potem wstrzykna mi moje wlasne komorki macierzyste.

      Co do szpitala to jest to naprawde wzorcowy szpital, ale tu przyjezdzaja ludzie z calego swiata leczyc wszelkie choroby rakowe. Skoro od kilku lat ten wlasnie szpital jest na pierwszym miejscu na swiecie, wiec musza naprawde sie starac, zeby te pozycje utrzymac.

      Usuń
  10. Stardust, i to właśnie jest ta ogromna różnica w traktowaniu pacjenta, w podejściu do niego. Polscy lekarze może i mają wiedzę i umiejętności, szczególnie kliniczni, ale traktowanie pacjenta i przez tych najlepszych, najwyżej stojących, i przez tych na samym dole drabiny usług medycznych, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Chociaż domyślam się, że w "zwykłych" szpitalach w USA też aż tak różowo nie jest? Pewnie, jak wszędzie, luksus kosztuje, a ubezpieczalnie podstawowe za zbytki nie płacą, niestety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Evo, nie mam wielkiego porownania, bo poprzednio bylam w prywatnym szpitalu a to lepiej niz miejski, mimo to porownujac z MSKCC to jest ogromna roznica, to tak jak by sie czlowiek przesiadl z furmanki do limuzyny:)))
      Szpitale miejskie na pewno sa najgorsze i tam moga tez byc braki w personelu, a to sie odbija na pacjentach. Tak jak piszesz podstawowe ubezpieczenie nie rozpieszcza, placi tylko za to co konieczne i to jeszcze nie 100%.
      Mam naprawde wyjatkowe szczescie, ze moj maz pracuje w firmie, ktora zapewnia pracownikom i rodzinom doskonale ubezpieczenie. Oczywiscie, ze tez nie pokrywa 100% ale jak patrze na rachunki i to co nam pozostaje do placenia to jest naprawde niewiele za taki komfort.

      Usuń