Lecznicza maryśka coraz bardziej mnie interesuje albowiem nie ma już tygodnia by Młoda nie dostała ataku. Znowu ustala się jakiś nowy porządek - 6.30 rano jest atak a za pół godziny fest trzęsiawka. No i po wyjeździe do szkoły.
Mam wrażenie balansowania na krawędzi - nigdy nie wiem co mnie czeka jutro, czy zdołam załatwić zaplanowane sprawy, czy uda mi się złapać Danutę żeby przyszła popilnować wnuczki. Miałam dziś pójść do urzędu miasta ale wczoraj przeleciało mi przez głowę, że skoro mam chwilę to wskoczę na rower i pojadę od razu bo jutro... Dziś dziecko szczęśliwie w szkole, jutro może się okazać, że zostaje i lipa z sosną, nigdzie się nie ruszę. I prosz - mówcie mi wróżka.
Druga sprawa to Danuta. Ile jeszcze będę mogła złapać o tej 6.30 za słuchawkę i poprosić, żeby przyszła bo ja do pracy muszę? Kiedyś to były epizody raz na jakiś czas, ostatnio nie ma tygodnia bez kombinowania opieki.
Dziś postanowiłam zrobić eksperyment w celu uniknięcia trzęsiawki i podałam Młodej wlewkę w trakcie ataku. Nie żeby go przerwać tylko żeby nie dopuścić do tego szalonego napięcia całego ciała, które ciągnie się potem cały dzień. Bo sam atak nie jest tak wyczerpujący i straszny jak potem te całe długie godziny leżenia jak struna.
Udało się. Aga zasnęła na godzinę tuż po ataku a kiedy się obudziła funkcjonowała normalnie i do tej pory (10.00 rano) jest ok. Zjadła, wypiła, jest nieco zmęczona ale bez szajby. Nie śpi.
Tylko, że sposób ten nie pozwala mi jej jednak puścić do szkoły. Bo co - na głodniaka? Taki śpiący zezwłok? I po drugie - zacznę ją teraz wlewkami futrować?
Ostatnio przy składaniu wniosku o zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 153 zeta miesięcznie, wraz z furą oświadczeń pod groźbą odpowiedzialności karnej dowiedziałam się, że mimo że polskie prawo przyznaje ten śmieszny zasiłek każdej osobie z orzeczeniem o niepełnosprawności to jeśli jeden z rodziców pracuje gdzieś zagranicą i tam pobiera jakieś świadczenia to państwo polskie wszczyna procedury sprawdzające. Czyli jak pani przyjmująca wniosek mi powiedziała - "zaczynamy śledzić" co, kto, gdzie i oczywiście ILE. Musiałam więc podpisać takie oświadczenie, że wszyscy mieszkamy razem, mamy takie samo nazwisko, jesteśmy zatrudnieni w kraju i nie pobieramy żadnych świadczeń z Unii Europejskiej.
Wow! Ciekawe ile hojne państwo polskie przeznacza środków na "prześledzenie"? Ile urzędników zajmuje się sprawdzaniem czy aby nie powodzi nam się zbyt dobrze? I czy jeśli nam się powodzi to zabierają tę zawrotną kwotę 153 zeta?
Bo wywalczone rok temu w sejmie świadczenie pielęgnacyjne też już chcą obciąć. Toć 1300 zeta to czysta rozpusta!
Obetnie się niepełnosprawnym to się dorzuci urzędnikom. Będzie miał kto przekładać kolejne papiery i słusznie głosować na Dekodera i całą tę szajkę złodziei. 5 milionów urzędników to nie w kij dmuchał, ładny elektorat...
Rozważam sobie te wszystkie sprawy i liczę te złotówki bo naprawdę nie wiem jak długo jeszcze uda mi się zatrzymać pracę. Być może będę musiała dołączyć do tych wstrętnych darmozjadów, którzy nie mieli rozumu by pozbyć się ciąży kiedy był na to czas a na dodatek teraz, zupełnie bez ambicji nie chcą się rozwijać na rynku pracy tylko bezproduktywnie zżerać nasze podatki wraz ze swoimi debilkami!!!! Zżerać podatki, niestety nie debilki, prawda.
Idę potłuc garkami póki mogę się tym pochwalić albowiem za to co w garkach zapłaciłam uczciwie zarobionymi pieniążkami.
Widzę kobieto, że cię nosi. Ja zaczęłam czytać Psalmy ( wiem jak to brzmi)- o dziwo pomaga, w najgorszej nocy działa na bank.
OdpowiedzUsuńhttp://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=964
Nie mogę znaleźć tego co dziś rano czytałam, ale generalnie był o wrogach co przeminą jak zielona trawa.
Zamiast wrogowie możesz sobie wstawić urzędnicy ;-0
I.
A ja nie mogę ładnie i kulturalnie się wypowiedzieć, bo mnie wkurw ogarnął, jak to przeczytałam.
OdpowiedzUsuńBanda idiotów...
Ech...
Trzymaj się Dorota.
Jakby co, to ja, Kasia-Rozbiegane...
Tia.... chciałabym, żeby ta historia trafiła w ręce decydentów (którzy potrafią czytać ze zrozumieniem...marzenie??) Jak można pracować w takich warunkach, jak dobry musi być pracodawca, żeby na takie siupy pozwalać? Wszystko fajnie, jeżeli bardzo bliziutko mieszkają 2 zestawy w pełni zdrowych dziadków (a raczej babć), ale tak??
OdpowiedzUsuńTrzymaj się.
OdpowiedzUsuń