Czuję się dziwnie, jakbyśmy stąd w ogóle nie wychodziły. Choć niby tylko jedno piętro wyżej a świat jakby bardziej przyjazny. Zainstalowano nas w sali dwuosobowej ale nie mamy towarzystwa. I taki jest podobno plan na całość pobytu, chyba że się zdarzy najazd dzieci to wtedy nie ma rady.
Oddział faktycznie maleńki, raptem 5 sal. Cholernych łazienek nie ma, więc pozostaje nam się wietrzyć.
Zabieg jutro, oczywiście na czczo, ale może uda się nie zwlekać do popołudnia.
Niestety również jutro zadecydują się losy błogosławionej Danuty, która dziś znienacka wylądowała w szpitalu na Banacha.
Nie jest dobrze.
A ja po poniedziałkowej wizycie u lekarza ze swoimi wynikami badań dostałam dwa tygodnie zwolnienia i groźbę wysłania mnie do szpitala jak tylko wyjdę z tego, w którym obecnie przebywam.
Osom. Naprawdę. A nie dałoby się tak nas pokroić rodzinnie?
Czy wojsko mnie słyszy? Danutę trzeba wspomóc bo może być słabo...
Dziękuję.
wtorek, 17 lutego 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)
Matko, co za pogrom (anty)zdrowotny!!!! Przesyłam, co tam mogę, ale aż takich mocy przerobowych nie mam!!!!
OdpowiedzUsuńJa podwójnie, wciąż(y) nie rozpakowana, wysyłam, co się da. Niech te plagi egipskie się już skończą wreszcie i nastanie dla Was nudna codzienność.
OdpowiedzUsuńŚciskam mocno i dawaj znać!
Kataryna