Rybki łowimy.
I w tym roku było nie inaczej - cały ośrodek w Osieku, do którego pojechałyśmy po raz czwarty żył, za przeproszeniem, naszą kupą a właściwie jej brakiem. Dobrotliwe starsze panie bardzo się litowały nad nieszczęściem Młodej i przynosiły nam różne specyfiki takie jak Xenna extra i różne inne z kategorii "tylko na receptę, mało mi tyłka nie urwało" a to wszystko jakby w czarną dziurę. Nikło bez efektu. Cuda i dziwy panie.
Oczywiście nasza niezastąpiona Hania musiała i tym razem nas poratować. Przywiozła magiczne czopki i się nieco ruszyło, acz niczego nie urwało. Starsze panie jak się dowiedziały świętowały razem z nami :) To jest właśnie magia tego ośrodka :)
Grota solna, szalenie śmieszna. Woda kapie, światła kolorowe - czemu cała reszta chrapie?
Dyska na stołówce, niezapomniane przeżycie.
Tam się jedzie jak do innego świata a jednocześnie już jak do rodziny. Obsada się nie zmieniła - wszystkie panie z recepcji, kuchni, panie sprzątające, panowie dozorcy - każdego już znamy z imienia i nas też już znają. Wszyscy bardzo mili i uczynni.
Spotykamy też wielu znajomych, i tych z którymi się umawiamy na turnus i różnych innych poznanych w poszczególnych latach. Dowcip tam jest bardzo specyficzny - kulawi, którzy zresztą sami tak siebie nazywają, śmieją się z siebie i wymyślają tak nieprawdopodobne tematy do przedyskutowania, że postronny normals mógłby zwyczajnie tego nie wytrzymać :) Uwielbiam ten luz, w zachowaniu, rozmowie, zabawie.
Z sukcesów: zdobyłam drugie miejsce w boule. Normalnie rozwaliłam ten kiosk!
Po drugie - polatałam po lesie i się nie zgubiłam na amen, choć było takie prawdopodobieństwo. Niejednokrotnie.
Po trzecie - obiegłam w końcu to jezioro Kałębie. Nie jest to jakiś specjalny wyczyn, bo to tylko niespełna 14 km ale jak się tak spojrzy hen za wodę to wydaje się, że mapy i inne GPS-y kłamią jak psy i to musi być zajebiście daleko i nie dam rady.
Po czwarte - nauczyłam się skakać na skakance.
Po piąte - umiem też robić nową, taką oto fryzurkę :)
Ps. Szykuje się niesamowita imprezka, którą niebawem zapowiem więc ten - stay tuned :)






Żeby nie było, od razu zaczynam, że to ja Kasia :D, co nie? A teraz mogę z ulgą westchnąć: Nareszcie :) Kilka razy dziennie tu zaglądałam, aby nowy wpis zobaczyć, a tu pustki... No i się doczekałam :)
OdpowiedzUsuńPięknie wyglądacie, a Ty-matka, młodniejesz :) Całusy :)
cza było mnie pogonić, miałabym motywację :) bo ja się tak zbieram i zbieram do tego pisania i brakuje mi bodźca :)
UsuńMoże woda nie ta? Słyszałam, że niektórzy tak mają - zmiana wody i zatwardzonko;/
OdpowiedzUsuńPięknie wyglądacie, cudowna fryzurka i szkoda, że ta Wa-wa tak daleko, bo byśmy na piknik biegowy przybyli tłumnie:))
Wszyscy mówią o wodzie a moim zdaniem to bardzo mało prawdopodobne. Albowiem ponieważ picie przygotowuję z wody z butelek, czyli miejscowa woda pojawia się jedynie w zupie... To mit z tą wodą.
UsuńAle masz dobry kabel Kolorku! :))
Fryzura mnie absolutnie zdmuchnelas z powierzchni planety. Mam nadzieje, ze Dynka nigdy nie zobaczy tego zdjecia. :-)
OdpowiedzUsuńŁał, ale fryzura. Też chcę taką umieć zrobić i taką mieć.
OdpowiedzUsuńA Ty wyglądasz kwitnąco.
Matka, ależ z Ciebie piękna kobieta. Starsza pani już ze mnie się robi, to chyba wolno mi młodszej kobiałce powiedzieć, kiedy mnie zachwyci :)
OdpowiedzUsuńA fryzura śliczna! Wygląda na trudną do zrobienia.
Dziękuję :)
UsuńA fryzura całkiem prosta, naprawdę :)